top of page

Ryska dedykacja

Pani Zofii Posmysz



Zofia Posmysz (Auschwitz, nr 7566)
Zofia Posmysz (Auschwitz, nr 7566)

Posiadam w swoich zbiorach książkę niezwykłą – powieść Zofii Posmysz „Pasażerka”. To, że zaliczam ją do swojego rodzaju cymeliów wynika nie tylko z faktu, że jest to jej pierwsze wydanie z 1962 roku (książkę wydała Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”). Jej wartość zawiera się także w tym, a właściwie przede wszystkim w tym, że na stronie tytułowej została umieszczona dedykacja autorki. To jeszcze nie wszystko: Zofia Posmysz zadedykowała swoją książkę w 1989 roku i zrobiła to w Rydze. Adresatką dedykacji była mieszkanka Łotwy (być może jej stolicy), a do spotkania obydwu pań doszło najprawdopodobniej podczas wieczoru autorskiego pisarki. Staranny, kaligraficzny wpis byłej więźniarki Auschwitz jest następujący: „Pani Janinie, w dniu spotkania w Rydze, z uczuciem radości z poznania tak wrażliwej Czytelniczki, z wyrazami sympatii oraz najlepszymi życzeniami – Zofia Posmysz, Ryga, 19 lipca 1989 r.”.


Jak książka trafiła do mojego księgozbioru i kim była owa pani Janina, której autorka „Pasażerki” zadedykowała swoją powieść? Wiem, że czytelnikom winienem odpowiedź na te pytania, ale muszę przyznać, że jej udzielanie przychodzi mi z pewnym trudem. Jako nauczyciel polonijny w 2017 roku zostałem skierowany do pracy w Ryskiej Polskiej Średniej Szkole im. Ity Kozakiewicz. To właśnie wtedy, w roku szkolnym 2017/2018, ówczesny dyrektor szkoły, którego nazwisko w tym miejscu dyplomatycznie zmilczę, podjął decyzję, aby nieco „odchudzić” zbiory szkolnej biblioteki i po prostu pozbyć się części księgozbioru. W jakim celu przeprowadzono owe „brakowanie” książek, które (z nielicznymi wyjątkami) trafiły na wysypisko śmieci? Ot, dyrektor uznał, że szkolna biblioteka dosłownie pęka w szwach, pełno w niej starych, często podniszczonych i „nieaktualnych” już książek, a na nowe, stale z Polski dosyłane, po prostu nie ma miejsca. Dyrektywa była prosta: wyrzucić książki stare i sfatygowane! Zrealizowano ją w tempie błyskawicznym, przy czym odbyło się to bez żadnych fachowych konsultacji z kompetentnymi osobami (na przykład pracującymi w szkole nauczycielami z Polski), które mogłyby oszacować wartość i przydatność książek przeznaczonych do usunięcia. Nie powołano żadnej komisji do spraw selekcji, nie spisano żadnego protokołu, a na usuwanych książkach nie umieszczano adnotacji, że dany egzemplarz został wycofany z obiegu czytelniczego. Na środek biblioteki, wprost na podłogę, lądowały książki przeznaczone na makulaturę, również słowniki, encyklopedie, dzieła klasyków polskiej literatury, pięknie ilustrowane książki dla dzieci i młodzieży. Wśród nich całkiem sporo było przedwojennych egzemplarzy zaopatrzonych w różne znaki własnościowe i adnotacje oraz noszących pieczęcie polskich szkół działających na Łotwie do 1940 roku. Wiele książek pochodziło ze zbiorów prywatnych lub należało wcześniej do Związku Polaków na Łotwie. Były to gromadzone przez dziesiątki lat dary, które wzbogacić miały bibliotekę Polskiej Szkoły Średniej w Rydze, jedyną polską książnicę, która powstała na pocz. lat 90. w stolicy niepodległej już Łotwy. Niektóre z tych książek, dosłownie w ostatniej chwili, tuż przed wyrzuceniem ich na platformę ciężarówki, udało mi się uratować, w czym pomagał mi jeden z miejscowych nauczycieli, tak samo jak ja przerażony całym tym koszmarnym procederem.

Jaka była liczba książek wycofanych ze szkolnej biblioteki? Tego dokładnie nie potrafię powiedzieć, ale z pewnością na makulaturę trafiło co najmniej kilkaset polskich książek, w tym wiele bardzo cennych. Jedna spośród nich, niegdyś własność tajemniczej dla mnie pani Janiny, stoi na półce mojej domowej biblioteczki. Dzięki niej wiem, że Zofia Posmysz w lipcu 1989 roku gościła w Rydze i że ofiarowała swoją „Pasażerkę”, być może podczas autorskiego spotkania, jednej ze swoich łotewskich czytelniczek.

Znana łacińska maksyma powiada, że „książki mają swoje losy” („habent sua fata libelli”). Inna poucza, że „los książek zależy od pojętności czytelników” („pro captu lectoris habent sua fata libelli”). Smutny przykład ryskiej biblioteki pokazuje, że los książek zależy także od pojętności tych, którym często pochopnie powierza się nad nimi opiekę…

Komentarze


bottom of page