Historia tablicy pamiątkowej dla Ravensbrück
- Lucyna Ejma
- 6 dni temu
- 5 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 5 dni temu
nieznane okoliczności z 1997 roku, towarzyszące wmurowaniu tablicy w Ravensbrück
Istniejące w Lublinie od 1979 roku Muzeum Martyrologii „Pod Zegarem” w 2021 roku wzbogaciło swoje zbiory o nowy, bardzo ważny eksponat. Choć nie jest to ani przedmiot, ani dokument pochodzący z lat istnienia w gmachu na ul. Uniwersyteckiej więzienia Gestapo, ma on swoją niezwykłą, choć, niestety, przez kustoszy muzeum nie wyeksponowaną historię. Historia ta związana jest z Polkami, w tym mieszkankami Lublina, więzionymi i zamordowanymi w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück.
Mowa o gipsowej tablicy, umieszczonej w jednym z pomieszczeń Muzeum „Pod Zegarem” i opatrzonej następującą informacją w języku polskim i angielskim: „Projekt tablicy dedykowanej pamięci polskich więźniarek obozu (w Ravensbrück – Red.), wykonany przez córkę Zofii Pociłowskiej-Kann, Aleksandrę Kann-Bogomilską. Tablica została poświęcona przez papieża Jana Pawła II w katedrze św. Jadwigi w Berlinie 23 VI 1996 r.”.

Zwiedzającym muzealną ekspozycję informacja ta mówi tak naprawdę niewiele. Zupełnym milczeniem pomija fakt najważniejszy, że oryginalna tablica została zaprojektowana i wykonana z myślą o upamiętnieniu Ravensbrüczanek nie w jednej z berlińskich katedr ani w lubelskim muzeum, lecz w miejscu kaźni polskich więźniarek – w obozie koncentracyjnym Ravensbrück. Tablica ta znalazła się, choć nie bez przeszkód, w miejscu swojego przeznaczenia w roku 1997, o czym możemy przeczytać w obozowych wspomnieniach Wandy Półtawskiej „I boję się snów”. Przynajmniej tych wydanych w 2004 roku (siódme wydanie, do nabycia w Muzeum „Pod Zegarem”), do których autorka dołączyła niezwykłą „Historię tablicy pamiątkowej dla Ravensbrück (wyłącznie do wiadomości Ravensbrüczanek)”. Gdyby nie książka Wandy Półtawskiej, byłej, poddawanej eksperymentom medycznym więźniarki obozu, fakt wmurowania 19 czerwca 1997 roku na terenie Ravensbrück tablicy, upamiętniającej losy polskich więźniarek, byłby szerszemu ogółowi Polaków zupełnie nie znany. Nie tylko sam fakt wmurowania, ale także poprzedzające go okoliczności, dość przykre i nie najlepsze wystawiające świadectwo naszym niemieckim „przyjaciołom”.




