Redakcja „AŁMATORA” odpowiada IRJP
- Ałmator
- 5 dni temu
- 8 minut(y) czytania
Manipulacje i insynuacje w oświadczeniu Instytutu Rozwoju Języka Polskiego

Uderz w stół, a nożyce się odezwą – mówi znane polskie przysłowie. O jego słuszności redakcja „AŁMATORA” mogła się przekonać 31 marca za sprawą Instytutu Rozwoju Języka Polskiego, który zaszczycił nas rzeczą w historii naszego kwartalnika bez precedensu – Oświadczeniem Instytutu Rozwoju Języka Polskiego w związku z publikacją artykułu w kwartalniku „Ałmator”. Gwałtowna reakcja Instytutu na naszą publikację („Skandaliczny wykład na konferencji Instytutu Rozwoju Języka Polskiego”) nie może nie budzić naszego zdumienia, skoro placówka ta odniosła się do artykułu… jeszcze nieogłoszonego drukiem, a jedynie przesłanego przez redakcję „AŁMATORA” niektórym instytucjom z prośbą o wyrażenie swojej opinii na temat poruszonej przez nas kontrowersji. Wśród instytucji tych nie było jednakże IRJP, do którego planowaliśmy wysłać nasz materiał dopiero po jego wydrukowaniu. To, w jaki sposób Instytut wszedł w posiadanie naszej publikacji, pozostaje kwestią do wyjaśnienia. Mamy nadzieję, że pracownicy IRJP, tak skorzy do pisania oświadczeń w sprawie artykułów, które jeszcze nie ujrzały światła dziennego, udzielą nam odpowiedzi na pytanie, kto przesłał im naszą publikację, łamiąc przy okazji przepisy prawa.
„Oświadczenie” IRJP z 31 marca zostało zredagowane w taki sposób, aby dowieść czytającym je, że IRJP, jako uosobienie prawdziwej, zwłaszcza językowej cnoty, krytyk się nie boi. Nasza, redakcyjna analiza tego dokumentu skłania nas jednak do odmiennego wniosku. IRJP nie tylko przestraszył się naszej publikacji i zawartej w niej krytyki, ale ponadto przyjął taką linię „obrony” swojego dobrego imienia, która ów strach zdradza niemal w każdym akapicie dokumentu. Autorzy „Oświadczenia” (dziwnym trafem nikt się pod nim nie podpisał!) dobrze wiedzą, że mają się czego obawiać. Wiedzą także bardzo dobrze, że bronią sprawy nie dającej się obronić. Szkoda tylko, że robią to w tak brzydki i skrajnie nieuczciwy sposób.
Przypomnijmy, że nasz, zamieszczony w 21 nr. „AŁMATORA”, artykuł, który w kręgach IRJP wywołał takie poruszenie, zatytułowaliśmy „Skandaliczny wykład na konferencji Instytutu Rozwoju Języka Polskiego”. Tekst, pisany w konwencji felietonowej, odnosił się do prelekcji Macieja Makselona, w której pojawiły się żarty nawiązujące do zagłady Żydów oraz wulgarne słowo. Słuchaczami wykładu byli nauczyciele ze środowisk polonijnych z całego świata, pracujący z dziećmi i młodzieżą przede wszystkim w tak zwanych szkołach sobotnich. To bardzo ważne przypomnienie, bowiem z „Oświadczenia” IRJP może wynikać, że opisane przez nas skandaliczne wydarzenie (tytułowy wykład pana Makselona) stanowiło tylko jeden z wielu (i być może nawet nie najważniejszych) poruszonych przez nas wątków. „Wątek” ten IRJP postanowił zwyczajnie „zagadać”, celowo skupiając swoje oburzenie na sprawach, które w naszym artykule stanowiły jedynie element wprowadzenia do omówienia żenującego wystąpienia Macieja Makselona. Wystąpienie to, co z naciskiem raz jeszcze podkreślamy, jest głównym (tytułowym) problemem, któremu poświęciliśmy nasz artykuł. Tymczasem pracownicy IRJP jedynie 20% swojego pokrętnego „Oświadczenia” przeznaczyli na opisane przez nas żarty z holokaustu, zupełnym milczeniem pomijając przy tym użyty przez Macieja Makselona podczas wykładu wulgaryzm.
Na czym zatem przede wszystkim skupili się tajemniczy autorzy „Oświadczenia”? Na wyssanej z palca krytyce, której jakoby mieliśmy poddać ogłoszone podczas feralnej konferencji „Ramy programowe polonijnej edukacji”. Otóż żadnych „Ram” nie krytykowaliśmy, a jedynie sposób, w jaki ich treść została podczas konferencji zaprezentowana. Tymczasem IRJP, zarzucający nam manipulację, tejże manipulacji wobec nas bezceremonialnie się dopuszcza. W „Oświadczeniu” czytamy:
„W ocenie Instytutu artykuł został oparty na narracji noszącej znamiona manipulowania informacją, a jego treść w wielu fragmentach ma charakter nie tylko polemiczny, lecz również obrażający wobec pracowników Instytutu oraz członków Zespołu ds. Ram programowych, którzy wykonywali swoją pracę z najwyższą starannością i odpowiedzialnością. Szczególnie nieakceptowalne jest deprecjonowanie wielomiesięcznego wysiłku ekspertów, bez uprzedniego przedstawienia merytorycznej analizy dokumentu, nad którym pracowali” (pisownia oryginalna).
Podobno nasze „zarzuty” wysuwane pod adresem „Ram programowych” „mają charakter subiektywny i nie znajdują potwierdzenia w rzetelnej analizie dokumentu”. Mało tego: nasz artykuł, zdaniem anonimowych sygnatariuszy „Oświadczenia”, został oparty „wyłącznie na wybiórczo przytoczonych fragmentach”. Otwarcie przyznajemy, że czytając powyższe rewelacje z niedowierzaniem przecieraliśmy oczy, zachodząc w głowę, czy aby na pewno IRJP odnosi się do naszego artykułu, w którym przecież jak byk, co innego stoi, niż to, co Instytut usiłuje, dość nieudolnie, nam przykleić.
Na przykład to, że nasz tekst ma charakter polemiczny oraz że kogoś obraża. Po pierwsze, nasz felieton z niczym i nikim nie polemizuje, a jedynie wskazuje i piętnuje naganne zachowanie jednego z prelegentów, przy okazji naskórkowo wytykając (takie już prawo i przywilej publicystów) inne konferencyjne mankamenty. Po drugie, jeśli kogoś swoim artykułem obraziliśmy, prosimy wskazać, kogo konkretnie spotkał z naszej strony afront i na czym ów despekt polegał. Przypisana nam krytyka „Podstaw programowych” w naszym felietonie ma następującą postać:
„Nie zamierzamy w tym miejscu (właśnie z braku miejsca) pastwić się nad, przypominającym austriackie gadanie, sposobem zaprezentowania nowatorskich rozwiązań Ram programowych, dzięki którym podobno powstał – wreszcie! – spójny system wsparcia edukacji polonijnej. Obiecujemy natomiast, że dokument solidnie przeczytamy i, jako nauczyciele polonijni z kilkunastoletnim stażem, merytorycznie się doń odniesiemy”. Gdzie tu zatem „narracja nosząca znamiona manipulowania informacją”? Gdzie „subiektywne zarzuty” pod adresem „ekspertów” i ich „wielomiesięcznego wysiłku”? Czy pracownicy IRJP, sygnatariusze „Oświadczenia”, dobrze opanowali umiejętność czytania ze zrozumieniem felietonów, które przecież nie należą do lektur szczególnie wymagających? Ekspertom chwała za ich wielomiesięczny trud. Wypowiemy się o nim właśnie tak, jak tego sobie życzy IRJP, czyli po „merytorycznej analizie dokumentu”.
I jak to sami zapowiedzieliśmy w artykule, czego autorzy „Oświadczenia” nie raczyli (?) zauważyć.
A teraz rzecz najważniejsza, którą swoim „Oświadczeniem” jego autorzy usiłowali zbagatelizować, dopuszczając się przy okazji jawnej manipulacji. Oczywiście mowa o „skandalicznym wykładzie”, któremu IRJP poświęcił następujący akapit, poprzedzając go, naszym zdaniem sztucznie długaśnymi i pokrętnymi, passusami o rzeczonych już „Ramach”:
„W odniesieniu do wystąpienia pana Macieja Makselona wskazujemy, że miało ono charakter popularyzatorski i w założeniu miało przybliżyć zagadnienia komunikacji językowej w sposób przystępny i angażujący. Przywoływane w jego trakcie treści nie były autorstwa prelegenta, lecz stanowiły cytaty z ogólnodostępnych materiałów internetowych, wykorzystane jako przykład analizy języka i stylu komunikacji. W tym kontekście należy jednoznacznie podkreślić, że sformułowanie Endlösung der Judenfrage nie padło z ust prelegenta, lecz było elementem cytowanego materiału źródłowego. Przypisywanie tych słów prelegentowi stanowi nieuprawnioną interpretację i może wprowadzać odbiorców w błąd”.
Niestety, ale w błąd usiłują wprowadzić czytelników „Oświadczenia” jego autorzy, którzy nie mogli przecież przeoczyć w naszym artykule tych oto fragmentów:
„Prelegent zaprezentował słuchaczom, to jest wyświetlił i przeczytał, poniższe fragmenty ogłoszeń dotyczących sprzedaży samochodów: Alfy nie kala się niemiecką przyziemnością słowa kombi. W kombi to się wozi cyklon B albo kompletne wydanie >>Bawarskich przygód małej Helgi<< na Blu-ray. W kombi jeżdżą zombi. (…) Jest to samochód dla kogoś, komu się alfy podobają (nie mówię, że tylko dla alfisty, bo trudno się stać alfistą nie posiadając jeszcze alfy). Słowem, jest to samochód dla każdego obdarzonego dobrym gustem. Jeśli komuś podobają się wyłącznie niemieckie samochody, to niech sobie dalej ogląda bawarskie porno, skrycie marzy o Endlösung der Judenfrage (słowa zapisane po niemiecku nasz odważny polonista przeczytał w następujący sposób: skrycie marzy o czymś tam po niemiecku, uznając zapewne, że przywołanie frazy o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej będzie krokiem zbyt ryzykownym) i w ogóle wiedzie swój niegustowny żywot w polo albo golfie (…). I drugie przywołane przez prelegenta ogłoszenie: Sprzedam Skodę Fabię. Nic nie działa. Mam dosyć tej kurwy. Pan Maciej uznał oba ogłoszenia za wspaniale skuteczne (dowód: pierwsze nabiło 60 tys. wyświetleń!), w żaden sposób nie dystansując się wobec ich wulgarnej, by nie powiedzieć obrzydliwej treści. Obydwa teksty (nie zaznaczył, że autorem pierwszego jest Szczepan Twardoch, a samo ogłoszenie pochodzi z 2011 r.), którymi w trakcie ich czytania wyraźnie się delektował (polecamy nagranie!), poddał dość dziwacznej i mało przekonującej analizie. Zawarte w pierwszym ogłoszeniu aluzje do zagłady Żydów (ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej) uznał za dowód retorycznego wyrafinowania, bo przecież Alfa ma trafić do osoby, która myśli o sobie w określony sposób. To jest osoba aspirująca i czyta coś takiego i sobie myśli, w sumie, no ja sam przecież tak bym pisał, prawda? Dla ludzi, którzy sączą prosecco wieczorową porą, i tak dalej. W przypadku drugiego ogłoszenia – przekonywał ekscentryczny pan Maciej – trafiamy prawdopodobnie do młodej osoby. To, że nic nie działa właściwie jest atutem, bo ja mogę się tego samochodu nauczyć. „Kurwa” dodaje sznytu oczywiście”.
Z logiki „Oświadczenia” wynika, że skoro prelegent posłużył się jedynie cytatami z „ogólnodostępnych materiałów internetowych”, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby cytaty te, niezależnie od ich nieetycznej i wulgarnej treści oraz sposobu, w jaki zostały przytoczone i skomentowane, posłużyły prelegentowi „jako przykład analizy języka i stylu komunikacji”. Za zupełnie kuriozalną intelektualnie konstrukcję uznać musimy opinię, że „W tym kontekście należy jednoznacznie podkreślić, że sformułowanie Endlösung der Judenfrage nie padło z ust prelegenta, lecz było elementem cytowanego materiału źródłowego”. Ależ szanowni autorzy „Oświadczenia”, w tym jednym punkcie macie absolutną rację. Takie słowa z ust pana Macieja nie padły, bo prelegent, zachwalając (prosimy raz jeszcze odsłuchać wystąpienie!) „poetykę” cytowanego przez siebie ogłoszenia, być może wiedziony przezornością, frazę o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej” ominął. A dokładniej, zwrot „skrycie marzy o Endlösung der Judenfrage” przeczytał w następujący sposób: „skrycie marzy o czymś tam po niemiecku”. Czyżby zdaniem IRJP z ust pana Makselona nie padła również fraza o cyklonie B wożonym w kombi albo słowo „kurwa”, bo choć wyrzeczone podczas wykładu i okraszone aprobatywnym komentarzem były jedynie „elementem cytowanego materiału”? Może autorzy „Oświadczenia” zechcą odnieść się i do tych „elementów” prelekcji Macieja Makselona (oraz osobliwego sposobu ich komentowania przez prelegenta), dla których w dokumencie z 31 marca dziwnie zabrakło miejsca? Podziwiamy tupet IRJP, który najważniejszy dla nas problem nie tylko zbył jednym, nic nie wyjaśniającym i wprowadzającym w błąd akapitem, ale podał pod nim ponadto link do konferencji z wyznaczonymi minutami wystąpienia pana Macieja. Pewnie wychodząc z założenia, że ten załącznik podziała niczym rozstrzygający wszelkie wątpliwości argument, bo przecież każdy sam może odsłuchać sobie nagranie i wszystko empirycznie zweryfikować. My polecamy sygnatariuszom „Oświadczenia”, aby nie tylko przeczytali, tym razem z uwagą i odwagą, nasz artykuł, ale także, aby uważniej odsłuchali nagranie wystąpienia Macieja Makselona, do którego odsyłają czytelników swojej cudacznej apologii owego prelegenta.
Na tym moglibyśmy zakończyć naszą analizę tego, w jaki sposób IRJP potraktował nasz artykuł, gdyby nie ostatni akapit „Oświadczenia”. Naszym zdaniem jego kompromitująca treść warta jest kolejnego „oświadczenia”, które nie tylko powinno być przez IRJP wydane w jak najpilniejszym trybie, ale także podpisane przez konkretne osoby, które odważnie wezmą na siebie odpowiedzialność za de facto pomawiający charakter tego akapitu. Oto jego treść: „Na końcu dodalibyśmy, że omawiana publikacja w żadnej mierze nie ma charakteru obiektywnej eksperckiej oceny. Członkiem redakcji publikatora, w którym ukazał się ten tekst jest były dyrektor Instytutu, który miał nieomal półtora roku kierowania jednostką na wprowadzenie krytykowanych rozwiązań w sposób, który według niego byłby optymalny. Odbieramy to zatem jako formę obrony własnej bezczynności, a nie uprawnioną ocenę naszej aktywności”. Pierwsze zdanie pomińmy litościwym milczeniem, nadmieniając jedynie, że chętnie, na specjalną prośbę IRJP, pokusimy się o „ekspercką ocenę” na przykład „Ram programowych”, o których tak dużo i niepotrzebnie rozpisano się w „Oświadczeniu”. Stosowne doświadczenie i odpowiednie do tego tytuły z pewnością posiadamy. A teraz wróćmy do nowego, niewymienionego z nazwiska, członka naszej Redakcji, którym ponoć ma być „były dyrektor Instytutu”. Na jakiej podstawie IRJP doszedł do wniosku, że skład naszego redakcyjnego kolegium poszerzył się o osobę prof. Jacka Gołębiowskiego, bo to właśnie jemu zadedykowano jeden z najbardziej kuriozalnych ustępów „Oświadczenia”? Ano pewnie na takiej, że skoro Pan Profesor udzielił nam ostatnio wywiadu, to pewnikiem musi piastować w naszym redakcyjnym gremium jakąś funkcję. Dziwna to przesłanka, prowadząca niechybnie do wniosku, że wszyscy nasi interlokutorzy, którzy kiedykolwiek udzielili nam wywiadów (około 20 osób), zasilają teraz redakcję „AŁMATORA” i jedynie z braku miejsca pomijamy ich nazwiska w stopce redakcyjnej. I tak oto w ostatnim akapicie swojego dokumentu IRJP nie dość, że z uporem godnym lepszej sprawy wraca do jakichś tajemniczych „krytykowanych rozwiązań”, to jeszcze przypisuje współautorstwo naszego artykułu prof. Jackowi Gołębiowskiemu, zarzucając mu, zupełnie bezpodstawnie, jakieś niecne intencje oraz bezczynność podczas pełnienia przez niego funkcji dyrektora IRJP.
Jako że cenimy sobie pracę IRJP oraz mocno wierzymy w to, że ma on do odegrania ważną rolę w promowaniu polszczyzny poza granicami Polski, z dużym niepokojem przeczytaliśmy „Oświadczenie” sprowokowane naszym artykułem. Jego sygnatariusze zwyczajnie nie stanęli na wysokości zadania. Zamiast przeprosić za „retoryczny wybryk” jednego z zaproszonych na instytutową konferencję prelegentów, wybrali drogę pokrętnej i mało eleganckiej obrony. Choć autorzy „Oświadczenia” piszą, że „Instytut z należytą uwagą odnosi się do wszelkich opinii dotyczących swojej działalności”, nasze uwagi i komentarze potraktowali jako, cytujemy dosłownie: „wydawałoby się niszowy przekaz”. To celowe pomniejszanie naszej redakcyjnej pracy kłóci się z treścią przedostatniego akapitu „Oświadczenia”, w którym czytamy, że „Instytut Rozwoju Języka Polskiego konsekwentnie realizuje swoją misję wspierania edukacji polonijnej oraz dbałości o wysokie standardy merytoryczne i etyczne prowadzonych działań. Jednocześnie sprzeciwia się publikacjom, które zamiast rzetelnej debaty posługują się insynuacją, deprecjonowaniem pracy ekspertów oraz budowaniem atmosfery nieufności wobec instytucji publicznej i jej pracowników.” Otóż cała treść dokumentu IRJP dowodzi czegoś wręcz odwrotnego. Tego, że z wysokimi standardami merytorycznymi i etycznymi w Instytucie bywa różnie, a rzetelna debata, na którą sygnatariusze „Oświadczenia” się powołują, zwyczajnie jeszcze nie leży w granicach ich intelektualnych i etycznych możliwości.
Zatem, szanowni pracownicy IRJP, czekamy na kolejne (wolne od manipulacji i insynuacji) oświadczenie, w którym powinny się znaleźć słowa przeprosin skierowane pod adresem naszej Redakcji oraz pod adresem prof. Jacka Gołębiowskiego.



Znakomita odpowiedź. Ja domagam się przeprosin jako nauczycielka, która ma się "inspirować" panem Makselonem w nauczaniu dzieci. Ciekawe ilu moich kolegów wykorzystało te treści na lekcjach?