Północny Kazachstan
- Marta Jakubowicka
- 6 sie
- 4 minut(y) czytania
Studium o ludziach i miejscach

Otwarte 17 września 2021 r. białostockie Muzeum Pamięci Sybiru to instytucja ze wszech miar godna rekomendacji. Placówka nie tylko posiada bogate oraz cenne zbiory, dokumentujące losy Polaków zsyłanych w głąb Rosji, ofiar carskich zsyłek oraz represji sowieckich, ale także opowiada o nich w sposób wyjątkowo przystępny i sugestywny, zgodny ze współczesnymi standardami muzealnej edukacji. Dodatkowym atutem tej młodej placówki jest jej prężna działalność wydawnicza. W jej ramach między innymi opracowywane są wspomnienia Sybiraków oraz wydawane, poświęcone tematyce kresowej i zesłańczej, czasopisma. W 2023 r. staraniem muzeum ukazała się ciekawa, choć o nieco mylącym tytule, pozycja: „Północny Kazachstan. Studium o ludziach i miejscach”.
Książka, wydana z niezwykłą, edytorską starannością, bardziej przypomina fotograficzny album (zdjęcia, zresztą bardzo ładne, zdecydowanie w niej dominują), niż, sugerowaną użytym w tytule słowem „studium”, szczegółową analizę fenomenu (historycznego, kulturowego, geograficznego), jakim jest bez wątpienia północny Kazachstan. Choć publikacja posiada dość luźną konstrukcję (kolejne rozdziały są tu popularyzatorskimi szkicami o realiach północnego Kazachstanu), zawiera kilka ważnych spostrzeżeń i obserwacji, których odnotowanie wydaje się rzeczą wskazaną w kontekście tegorocznych obchodów 90. rocznicy pierwszych deportacji Polaków do Kazachstanu. Autor tekstu, Wojciech Śleszyński, we wstępie zaprasza czytelników „na wyprawę po północnym Kazachstanie – wizytę w niesamowitych miejscach i u wyjątkowych ludzi. Na dziki step i do wieżowców nowoczesnej Astany”.
Książkowa wyprawa została podzielona na dwanaście (nie licząc wstępu) etapów-rozdziałów. Oto ich tytuły: „Północny Kazachstan czy południowa Syberia”, „Z obserwacji terenowych: Biała skała z krzyżem”, „Polacy w Kazachstanie”, „Z obserwacji terenowych: Cmentarze”, „AŁŻIR – łagier dla żon zdrajców ojczyzny”, „Step”, „Z obserwacji terenowych: Buran”, „Pawłodar – rosyjskie dziedzictwo”, „Z obserwacji terenowych: Konina i kumys”, „Nur-Sułtan czy Astana”, „Z obserwacji terenowych: Park Narodowy Burabaj”, „Z nostalgii za stepem”. W rozdziałach tych znajdziemy sporo interesująco ukazanych szczegółów, odnoszących się do przyrody, historii, obyczajowości, religii, kuchni i architektury północnego Kazachstanu oraz, co nam się wydaje najcenniejsze, do polskich mieszkańców tego obszaru. Sposób ujęcia tematyki historycznej, z jakim mamy do czynienia w „Północnym Kazachstanie”, jest zaskakująco odważny, a już na pewno daleki od często podretuszowanych obrazków, z jakimi można się spotkać w analogicznych opracowaniach. Przykładem mogą być uwagi Wojciecha Śleszyńskiego, w których autor analizuje wpływ ideologii sowieckiej na mentalność Polaków deportowanych do Kazachstanu w 1936 roku: „Sowietyzacja kazachskich Polaków bez wątpienia osiągnęła znaczące sukcesy. Ich emocjonalny związek z państwem rosyjskim jest doskonale widoczny także dzisiaj. Punktem odniesienia w wielu kwestiach politycznych jest Federacja Rosyjska, a nie Kazachstan. Ich obecna wizja świata w dużym stopniu odzwierciedla zatem narodową/nacjonalistyczną ideę rosyjską, momentami nawet silniej niż w samej Rosji, towarzyszy jej bowiem nostalgia za utraconą sowiecką arkadią. Dominuje żal i smutek, że Związek Sowiecki pozostawił ich w obcym państwie, z którym się nie utożsamiają. (…) Związku z kulturą rosyjską nie zdołały zastąpić coraz liczniejsze kontakty z kulturą polską ani nawet Kościół. Język polski ogranicza się do znajomości jedynie podstawowych zwrotów, a i to dotyczy głównie osób, które uczęszczały na kursy językowe. Poza wąskim gronem działaczy polonijnych nie jest on praktykowany; językiem komunikacji polskiej społeczności pozostaje rosyjski. Obawiać się można, że jeżeli kiedyś potomkom deportowanych rodzin przyjdzie wybrać, czy chcą żyć w północnym Kazachstanie, czy w południowej Syberii, wybór będzie prosty. Opowiedzą się za opcją rosyjską. Na bezkresnych stepach Kazachstanu udało się stworzyć człowieka sowieckiego. (…) Świat sowiecki zaakceptowano, dlatego też kiedy zniknął, pozostała po nim nostalgia. (…) Pamięta się tutaj o deportacji 1936 roku, ale znacznie silniejsze są wspomnienia okresu prosperity Związku Sowieckiego lat 60. i 70. XX wieku. Pozostałością czasów komunistycznych jest także m.in. powszechnie panujący język rosyjski, którym posługuje się również polska społeczność”.
Czytając powyższe, mało optymistyczne uwagi nie sposób nie zadać pytania o skuteczność rozwijanej przez państwo polskie od kilkudziesięciu już lat akcji odradzania języka polskiego w środowisku kazachstańskich Polaków. Co roku ORPEG wysyła do północnego Kazachstanu kilkunastu nauczycieli języka polskiego, którzy mają za zadanie nie tylko krzewienie wśród Polonii znajomości języka, ale także budzenie polskiej tożsamości oraz przynależności do polskiej wspólnoty narodowej. Efekty tych niezwykle kosztownych starań są w świetle przywołanych opinii mizerne, czego pracownicy ORPEG zdają się niestety nie zauważać… Dobrze by było, gdyby to właśnie oni w pierwszym rzędzie sięgnęli po tę ważną pozycję.
Znajdziemy w książce także informacje o liczebności Polaków, żyjących obecnie w Kazachstanie. Problem ten bywa bardzo rozbieżnie oświetlany przez autorów profesjonalnie zajmujących się tematyką Polonii kazachstańskiej. Okazuje się, że oficjalne dane (35 tys. Polaków, 0,2 proc. wszystkich mieszkańców państwa), i do takiej opinii przychyla się Wojciech Śleszyński, daleko odbiegają od faktycznego stanu rzeczy. „Silniejsze bądź słabsze związki z polskością – stwierdza autor – ma znacznie więcej obywateli Republiki Kazachstanu – szacuje się tę liczbę nawet na 100 tys., choć oczywiście wszystko zależy od metodologii, a mówiąc ściślej – od definicji owych związków, jaką zdecydujemy się przyjąć. Społeczność polska pomimo swojej relatywnie niedużej liczby jest w Kazachstanie widoczna, zwłaszcza dzięki faktowi, iż skupiona jest w północnej części państwa”. W tym miejscu musimy poprawić Wojciecha Śleszyńskiego: Polacy mieszkają także na południu Kazachstanu, choć o ich liczebności trudno coś konkretnego powiedzieć, ponieważ jak dotychczas nikt nie zadał sobie trudu, aby problem ten gruntownie przebadać. Natomiast szacowanie liczby obywateli Kazachstanu, utrzymujących związki z polskością na 100 tys. uważamy za nieuzasadnione powielanie niezweryfikowanych hipotez. Tak się dziwnie składa, że ci, którzy operują podobnymi wartościami, nie zdradzają, jaka metodologia stanowi podstawę ich wniosków.
Trudno uznać książkę Wojciecha Śleszyńskiego za jakieś wnikliwe wystąpienie badawcze, choć o jej naukowo-poznawczych ambicjach dużo mówi dość obszerna bibliografia. To raczej sprawnie napisany i skomponowany reportaż muzealnika (autor jest dyrektorem Muzeum Pamięci Sybiru) i historyka, który dla czytelnika, interesującego się północnym Kazachstanem oraz kazachstańskimi Polakami, stanowić może cenne źródło wiedzy oraz impuls do dalszych poszukiwań. Opowieść Wojciecha Śleszyńskiego, miejscami być może zbyt wycinkowa i powierzchowna, niczego nie przemilcza i nie zaciera. Fakt, że autor wplata w nią ciekawe wypowiedzi poznanych w Kazachstanie Polaków, z pewnością ułatwia zrozumienie meandrycznych losów naszych rodaków mieszkających w tym kraju. Zwłaszcza tych, którzy są potomkami zesłańców z 1936 roku.





Komentarze