top of page

Polonia Camp 2026

uwagi na gorąco
Polonia Camp 2026

Ilu było uczestników?

Według oficjalnych danych na tegoroczny Polonia Camp przybyło z 50 krajów ponad (według innych źródeł: około) 1500 osób. Z naszych szacunków, sporządzanych na miejscu podczas trwania imprezy, wynika, że liczba ta może być mocno przesadzona. Przeczą jej nie tylko nasze obserwacje, o czym za chwilę, ale także inne okoliczności.

Kiedy 21 lipca, na dwa dni przed imprezą, dzwoniliśmy do administracji kampusu SGGW, odpowiedziano nam, że organizatorzy Polonia Camp nie przedstawili jeszcze listy uczestników wydarzenia, którzy mają być zakwaterowani w akademikach SGGW. Nie wszyscy uczestnicy stawili się na imprezę w dniu jej otwarcia. Niektórzy, jak nas poinformowali wolontariusze zajmujący się rejestracją, docierali na nią nawet 25 lipca, a więc w trzecim dniu Polonia Camp… Podczas tematycznych paneli nie było tłoczno, a na spotkanie z marszałek Kidawą-Błońską organizatorzy wręcz zapędzali tych Polonusów, którzy woleli w tym czasie wylegiwać się w leżakach, grać w piłkę czy oddawać się innym beztroskim zajęciom, z paleniem papierosów włącznie. Wielu uczestników Polonia Camp, z którymi udało nam się porozmawiać, trafiło do pokoi trzyosobowych, w których byli jedynymi lokatorami, ponieważ, jak przypuszczają nasi rozmówcy, albo ktoś nie dojechał, albo zaszwankowała logistyka, o co przy tak dużej imprezie przecież nietrudno. „Mamy tu prawdziwy sajgon, bo jednocześnie z zakwaterowywaniem uczestników Polonia Camp mamy problem ze studentami, którzy przyjechali na sesję poprawkową” – powiedziała  nam pani z administracji kampusu. Niezależnie od pory dnia na terenie Polonia Camp, według naszych szacunków, przebywało około 800 osób.   

 

Kto przyjechał?

Wiemy, ile państw reprezentowali uczestnicy Polonia Camp, ale trudniej o nich powiedzieć coś konkretniejszego. Na przykład, czy wszyscy znają język polski na tyle, aby móc świadomie uczestniczyć w tym wielkim polonijnym zlocie. Podczas wydarzenia usłyszeć można było różne języki: angielski, francuski, hiszpański, ukraiński i rosyjski, czyli języki, którymi na co dzień posługują się liderzy polonijni w krajach swojego zamieszkania. Ta wielobarwna polonijna wieża Babel nie była oczywiście czymś zaskakującym, ale już fakt, że wielu młodych liderów polonijnych nie mówiło w ogóle po polsku, budził nasze zdziwienie. Graliśmy z nimi w piłkę, przysłuchiwali ich rozmowom i próbowali nawiązać kontakt, który w wielu przypadkach był możliwy tylko w języku angielskim… Kogo zatem reprezentowali ci młodzi ludzie, oficjalnie liderzy środowisk polonijnych, po co przyjechali i co zrozumieli ze spotkań, paneli i warsztatów, które prowadzone były, z nielicznymi wyjątkami, w języku polskim?

Nie tylko język uczestników budził nasze wątpliwości. Teoretycznie każdy z nich powinien reprezentować jakieś polonijne środowisko. W końcu „przyjechali” z kilkudziesięciu krajów, w których prężnie się toczy lub choćby tli, jak na przykład w reprezentowanych na Polonia Camp Chinach, życie polonijne. Pani marszałek Kidawa-Błońska otwierając imprezę, mówiła o obecnych na niej przedstawicielach młodej Polonii z aż 50 krajów, którzy mają ambicję działać w tychże 50 krajach i którzy być może zechcą kiedyś przyjechać do Polski i zostać tu na stałe. Tyle że niektórzy z nich (pytanie, jak wielu?) nie muszą już tu przyjeżdżać, bo od lat mieszkają, studiują i pracują w Polsce, mają polskie obywatelstwo lub przynajmniej kartę stałego pobytu. Do Polski przyjechali jako repatrianci bądź w celach edukacyjnych i zarobkowych, zrywając więzi ze swoim dotychczasowym środowiskiem polonijnym, którego problemy znają raczej słabo i którego z pewnością już nie reprezentują. Czy oni, mamy prawo pytać, również powinni być adresatami Polonia Camp?

 

Campusowa etykieta

Panująca na terenie Polonia Camp atmosfera była typowa dla pikników, festiwali lub tym podobnych rozrywkowych imprez, na których każdy sam decyduje, jaką wybrać formę aktywności, w jakiej zagustować rozrywce, którego z zaproszonych prelegentów wysłuchać. Organizatorzy, jak zauważyliśmy, dali uczestnikom wolną rękę, mogli oni swobodnie dysponować swoim czasem, z czego wielu robiło użytek, wybierając wyjazd do miasta zamiast na przykład udział w spotkaniu z prezydium Senatu. Polonijna młodzież podczas trwania Polonia Camp nie była „skoszarowana”, nikomu nie musiała się meldować, nie musiała potwierdzać swojej codziennej obecności w miejscu trwania imprezy. Dlatego wielu uczestników po śniadaniu lub obiedzie opuszczało kampus SGGW, ruszało do centrum Warszawy na zakupy bądź w innym celu, czego przez dwa dni byliśmy świadkami.

Organizatorzy zadbali, aby jedzenia (ciepłe posiłki, kanapki, pączki i drożdżówki, przekąski, owoce) i picia (woda mineralna, soki, kawa, herbata) nikomu nie zabrakło i żeby konsumpcyjna oferta była odpowiednio atrakcyjna. I być może właśnie dlatego, że nikomu niczego nie żałowano byliśmy świadkami zwykłego marnotrawstwa. Nie tyle ze strony gospodarzy, co wielu grymaszących i nie szanujących jedzenia gości, których zachowanie na campusowej stołówce pozostawiało wiele do życzenia. Choć posiłki były smaczne i urozmaicone, do koszy na śmiecie trafiały całe niezjedzone obiady, pączki i drożdżówki. Na stołach i pod nimi panował bałagan (nagminnie pozostawiano niedojedzone resztki, bądź całe porcje), nad którym, z niemałym trudem, próbowali zapanować oddelegowani na odcinek stołówkowy wolontariusze. Niektórzy Polonusi, w końcu liderzy swoich środowisk, zwyczajnie uznali, że samoobsługa i elementarna stołowa etykieta ich nie obowiązują.

O jeszcze jednym etykietalnej natury problemie musimy tu wspomnieć: o paleniu papierosów, które na tegorocznym Polonia Camp było nie tylko powszechne, co jakby, w porównaniu z ubiegłoroczną edycją, bardziej bezceremonialne. Zastrzegamy, że nie mamy nic przeciwko palaczom, o ile respektują normy życia społecznego i swojemu nałogowi (swoim przyjemnościom) oddają się w miejscu do tego wyznaczonym i nie zanieczyszczają niedopałkami wspólnej przestrzeni. Niestety organizatorzy nie zadbali o wydzielenie dla palaczy specjalnych miejsc i chyba oficjalnie nie zabronili palenia, skoro osoby palące spotkać można było wszędzie, włącznie z leżakami ustawionymi przed wystawienniczymi namiotami. Jak zauważyliśmy, palacze szczególnie upodobali sobie miejsce przed namiotem Senatu RP, czyniąc z ustawionego przed nim stolika i leżaków coś w rodzaju półoficjalnej palarni oraz traktując rosnącą wokół trawę jak popielniczkę…


Powyższe spostrzeżenia, dość subiektywnie omawiające dostrzeżone przez nas na Polonia Camp mankamenty, nie oddają rzecz jasna pełnego obrazu imprezy, na której z pewnością nie zabrakło pozytywnych i twórczych akcentów. Podczas imprezy spotkaliśmy wielu ambitnych i zaangażowanych liderów, których opinie i postulaty, wypowiadane w trakcie paneli i innych spotkań, brzmiały rozsądnie i obiecująco. Wypada mieć nadzieję, że za tymi głosami pójdą konkretne wymierne czyny, pozwalające patrzeć na Polonia Camp życzliwym okiem jako na imprezę, która, choć niezwykle kosztowna, dobrze służy Polonii. Niestety ubiegłoroczna edycja Polonia Camp, poza miłymi wspomnieniami jej uczestników, nie przyniosła żadnych namacalnych rezultatów, wzbudzając przy okazji mnóstwo kontrowersji głównie finansowej natury…



AŁMATOR

bottom of page